TELEPORADY w POZ!!! podstawowym narzędziem pracy zapewniającym bezpieczeństwo pacjentów - lekarz zbiera bardzo dokładny wywiad przez telefon TELEPORADY w POZ!!! podstawowym narzędziem pracy zapewniającym bezpieczeństwo pacjentów - lekarz zbiera bardzo dokładny wywiad przez telefon TELEPORADY w POZ!!! podstawowym narzędziem pracy zapewniającym bezpieczeństwo pacjentów - lekarz zbiera bardzo dokładny wywiad przez telefon
Warto odświeżyć pamięć
Biuro Federacji PZ, 2020-01-27 16:28:52

To są igrzyska dla opinii publicznej, żeby wskazać winnego. Merytorycznej dyskusji nie ma – Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie, komentuje polityczne wzmożenie wokół POZ.

MP: Porozumienie Zielonogórskie to nic innego jak zmowa świadczeniodawców, którzy stosują szantaż wobec płatnika. Stawki na POZ rosną niebotycznie, pacjenci nie mogą otrzymać pomocy w POZ, bo lekarze pracują jak w biurze… To cytaty z posiedzenia Komisji Zdrowia poświęconego sytuacji na szpitalnych oddziałach ratunkowych.

Dr Jacek Krajewski: Tak, czytałem o tym, co mówiła Maria Ochman, przewodnicząca Solidarności ochrony zdrowia.

MP: Nie tylko ona, bo poseł Bolesław Piecha jako pierwszy stwierdził, że błędem było zdjęcie z POZ, kilkanaście lat temu, dużej części obowiązków…

JK: Tak. Może najpierw taka ogólna refleksja. System ochrony zdrowia ma problemy. To fakt. I tych problemów na pewno nie rozwiążemy, przerzucając obowiązki i odpowiedzialność z jednego segmentu do drugiego. Z nadzieją, że ktoś podoła.
Przejdźmy do konkretów. Sytuacja na SOR-ach jest na pewno zła. Cofnijmy się więc do początków 2017 roku, gdy ówczesny minister zdrowia, Konstanty Radziwiłł, prezentował po raz pierwszy swoją koncepcję uzdrowienia systemu, w tym – poprawy sytuacji na SOR-ach. Jednym z filarów tejże koncepcji było przesunięcie poradni Nocnej i Świątecznej Pomocy Lekarskiej do szpitali. Z uzasadnieniem, że pacjenci i tak zgłaszają się przede wszystkim w nocy i w dni wolne do szpitali, na SOR-y, więc może skręcą do poradni NPL, a może się ich tam odeśle. My od razu mówiliśmy, że to jest zły pomysł. Że zburzenie sieci NPL, która funkcjonowała, częściowo w oparciu o POZ, częściowo o podmioty, które specjalizowały się tylko w nocnej i świątecznej pomocy, niczego nie rozwiąże. I tak się stało. Nie czerpię z tego satysfakcji, że po raz kolejny okazuje się, że mieliśmy rację. Zresztą nie tylko my, wielu ekspertów wskazywało, że nadzieje resortu zdrowia, związane z siecią szpitali i przemodelowaniem systemu, są płonne.

MP: To dlaczego Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że właśnie jeszcze bardziej będzie wiązać NPL z SOR-ami? Taką deklarację złożył podczas posiedzenia komisji wiceminister Waldemar Kraska.

JK: Nie mam pojęcia, na czym ministerstwo opiera swoją wiarę, przekonanie, że to rozwiązanie przyniesie jakiekolwiek pozytywne skutki. Nie jesteśmy jedynym krajem, który boryka się z problemem obciążenia SOR-ów pacjentami, którzy nie mają medycznych wskazań, by tam szukać pomocy. W Wielkiej Brytanii, gdzie system jest w sumie podobny pod tym względem, odpowiedniki naszych poradni NPL funkcjonują całkowicie osobno, w odrębnych budynkach, z daleka od oddziałów ratunkowych. Trzeba postawić sobie jasno pytanie, dlaczego Polacy – poza oczywiście tymi przypadkami, które bezwzględnie na SOR powinny trafiać – szukają pomocy w oddziałach ratunkowych, wiedząc, że czeka ich tam czasami wielogodzinna kolejka? Są gotowi swoje odstać czy odsiedzieć, dlatego że alternatywą jest wielotygodniowe, czasem wielomiesięczne oczekiwanie na badania diagnostyczne. Nie te, które może zlecić lekarz POZ, ale takie, które zleca specjalista.

MP: Jeśli kogoś stać, idzie do specjalisty prywatnie i prywatnie wykonuje badania. Wiele osób tak robi, patrząc na skalę wydatków prywatnych na zdrowie.

JK: Wielu, ale nie wszyscy. Od pacjenta w gabinecie usłyszałem, że najszybciej tomografię komputerową można zrobić, gdy się upadnie kilka metrów od wejścia do oddziału ratunkowego. Bylibyśmy naiwni sądząc, że Polacy nie wiedzą, jakie możliwości mają SOR-y, w jaki sprzęt je wyposażono. Oczywiście to dobrze. Gdyby pozostałe segmenty systemu funkcjonowały poprawnie, na pewno SOR-y nie byłyby w takim stopniu nadużywane.

MP: POZ źle pracuje?

JK: Oczywiście, że nie. Ale nie funkcjonujemy optymalnie, borykając się z podstawowym problemem, jakim jest brak lekarzy. Kadra w POZ jest już w tej chwili za mała w stosunku do potrzeb. Gdyby w podstawowej opiece zdrowotnej i w AOS było więcej lekarzy, sytuacja w systemie byłaby zupełnie inna. Więcej specjalistów i, oczywiście, wyższe finansowanie. Na SOR-ach, jak w soczewce, skupiają się wszystkie mankamenty systemu, wszystkie jego braki i ułomności. A politycy, zamiast pracować nad tym, by te ułomności i braki naprawić, zastanawiają się, komu podrzucić gorący kartofel. Jakie igrzyska rozpętać. To prosta droga do tego, by tych lekarzy, którzy w systemie już swoje przepracowali, a jeszcze przyjmują pacjentów w POZ, zachęcić, by zajęli się swoim życiem i podziękowali za pracę. Jeśli oni słyszą, raz i drugi, że powinni pracować w nocy, że się tego od POZ oczekuje, jak zareagują? Bo w tej chwili, jak się wydaje, koncepcja jest taka, że POZ ma działać od 8.00 do 18.00, a potem, od 18.00 do 8.00, tą samą kadrą, w ramach tych samych „niebotycznych” środków, zabezpieczyć potrzeby pacjentów. Nawet w porozumieniu kilku poradni to jest niewykonalne, bo lekarzy jest po prostu za mało.

MP: No tak, bo lekarze POZ chcą pracować jak w biurze… To cytat!

JK: Taki mamy kontrakt, taką mamy umowę. Pracujemy przez dziesięć godzin, to więcej niż w biurze, pozostając w tej konwencji. Powiem tak. Można wyobrazić sobie różne scenariusze. Był taki pomysł, żeby skrócić godziny pracy poradni POZ – od 8.00 do 16.00. Od 16.00 do 22.00 byłyby tzw. dyżury wieczorne, w mniejszej obsadzie. Od 22.00 do 8.00 rano byłaby tylko pomoc wyjazdowa, świadczona przez pogotowie ratunkowe. Autorzy tego projektu wychodzili z założenia, że jeśli ktoś potrzebuje pomocy w nocy, to w olbrzymiej większości przypadków rzeczywiście jego stan wymaga interwencji pogotowia, wezwanie karetki jest uzasadnione. Można wrócić do koncepcji NPL takiej, jak funkcjonowała przed zmianami wprowadzonymi przez Konstantego Radziwiłła. Wydaje się to zasadne choćby dlatego, że mamy w tej chwili przecież możliwość telefonicznych porad lekarskich.

MP: Czy ktoś z wami, jako środowiskiem praktyków, rozmawia na temat nowej organizacji nocnej pomocy lekarskiej, roli POZ w tym obszarze?

JK: Nie. Nie ma takich rozmów. Co więcej, nikt nie sygnalizował w ostatnich miesiącach, że jest to problem, który wymaga rozwiązania. Ta kwestia bywa poruszana publicznie, teraz na posiedzeniu Komisji Zdrowia, kilka miesięcy temu na posiedzeniu zespołu parlamentarnego… Dlatego odnoszę wrażenie, że to są igrzyska dla opinii publicznej, żeby wskazać winnego. Merytorycznej dyskusji nie ma.

MP: Może nikt nie chce rozmawiać z tymi, którzy stosują szantaż? To znowu cytat z Komisji Zdrowia, oczywiście… Bolesław Piecha ubolewał, że jako poseł opozycji przyczynił się do tego, że Ministerstwo Zdrowia musiało ulec i zdjęło z POZ część obowiązków.

JK: Warto więc odświeżyć pamięć. Niczego z nas nie zdjęto. Minister zdrowia Mariusz Łapiński miał taką koncepcję, że lekarze rodzinni, lekarze POZ, w ramach stawek jakie otrzymują, dodatkowo będą zabezpieczać nocną pomoc lekarską, również wyjazdową. Ministra na początku 2003 roku odwołano, ale koncepcja przetrwała, i w sierpniu 2003 roku nowo powstały Narodowy Fundusz Zdrowia przedstawił nam lojalki, w których mieliśmy się zobowiązać do pracy w nocy. Złożyliśmy oświadczenie, że nie podpiszemy tych dokumentów. Jest ogromnym nadużyciem twierdzenie, że z podstawowej opieki zdrowotnej zostały zdjęte jakieś obowiązki. Nie, myśmy nie przyjęli nowych, które chciano nam narzucić bez żadnych dodatkowych środków.

MP: Obawia się pan, że NFZ doda do wywiadu, przeprowadzanego na oddziale ratunkowym pytanie w jakiej poradni POZ pacjent jest zapisany?

JK: Nie wiem, co by to miało Funduszowi przynieść, taka wiedza. Ale nie, nie obawiam się. Myślę, że dla lekarzy POZ mogłaby to być nawet ciekawa informacja, że pacjent czy pacjenci zgłaszają się ze swoimi problemami na oddział ratunkowy. Wielu lekarzy wie, że pacjenci idą na SOR, zresztą często oni sami o tym mówią. Że mają bliżej, że za późno wyszli z pracy i nie zdążyli. Na pewno nie będzie to żaden bicz ani postrach dla lekarzy POZ. My nie możemy zakazać pacjentom „chodzenia na SOR”. Nie mamy takiej władzy, nie mamy takich możliwości. A Narodowy Fundusz Zdrowia nie może ukarać lekarza za to, że jego pacjenci zgłaszają się do oddziału ratunkowego. Choćby dlatego, że lekarz w tej chwili może po prostu o tym nie wiedzieć.

Wywiad Małgorzaty Soleckiej z Jackiem Krajewskim ukazał się na stronie Medycyny Praktycznej.

"https://www.mp.pl/medycynarodzinna/na-marginesie/wywiady/224743,warto-odswiezyc-pamiec?fbclid=IwAR2YOdjBAj8FVa8HAuuPyIb8xVdQcm9FLgFoZmuK6ZbPF5rG98En3EXnX6E"





ZWIĄZKI      LINKI      PARTNERZY      REKLAMA      KONTAKT